Trwa ładowanie strony

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.

Towarzystwo sportowe
Kolejarz Opole

Tygodnik Żużlowy. Rozmowa z Jarosławem Krzywoszem

- Rozpoczynałeś od karate. Co osiągnąłeś w tym sporcie?

 

- Trenowałem siedem lat. Osiągnąłem pewne sukcesy. Między innymi reprezentowałem kraj w różnych zawodach międzynarodowych na przykład w Niemczech, Szwajcarii, czy Słowacji. Byłem też w Japonii, gdzie walczyłem o mistrzostwo świata.

 

- Dlaczego mając takie sukcesy, zdecydowałeś się zmienić dyscyplinę?

 

- Pomimo tego, że mój tata jeździł w przeszłości na żużlu, nie interesowałem się za bardzo tym sportem. Tata nie chodził na zawody odkąd zakończył karierę. Pewnego razu jednak nasz znajomy, który był zapalonym kibicem Sparty Wrocław, namówił nas na zawody. Od razu poczułem, że to jest sport, któremu chciałbym się poświęcić. Szybko zgłosiłem się do wrocławskiej szkółki. Pierwszy trening odbyłem pod okiem Piotra Barona. Wcześniej jeździłem na crossie i myślałem, że dzięki temu na motorze żużlowym pójdzie mi łatwo. Na początku jednak łatwo nie było. Jednak z treningu na trening szło mi coraz lepiej. Po czterech miesiącach jazdy przystąpiłem do egzaminu i uzyskałem certyfikat „Ż”. Tak się to wszystko zaczynało.

 

- Z karate zrezygnowałeś?

 

- Nadal ćwiczę karate, ale tylko zimą, kiedy mam na to czas. Traktuję te treningi jako formę przygotowań do sezonu żużlowego.

 

- Walki wschodu to nie tylko nauka obrony czy ataku, ale również pewna filozofia życia, koncentracja, hart ducha. Chyba coś z tego, czego się nauczyłeś przez siedem lat treningów wykorzystujesz teraz w żużlu?

 

- Dzięki treningom karate pewnie łatwiej mi teraz o koncentrację podczas zawodów, czy opanowanie tremy na torze i w parkingu. Mam więcej spokoju.

 

- Podczas zawodów rzeczywiście sprawiasz wrażenie bardzo opanowanego człowieka. Taki jesteś też na co dzień?

 

- Z reguły jestem spokojnym człowiekiem. Ale czasami lubię zaszaleć. Są dni, gdy emocje biorą górę.

 

- Niektórzy zawodnicy opowiadają o tym, że gdy zakładają kask ich psychika inaczej pracuje, zmieniają się w nabuzowanych fighterów. Też tak masz?

 

- Nie powiedziałbym, że się zmieniam, kiedy wyjeżdżam na tor. Ja po prostu mam waleczną naturę. Widać to także w życiu codziennym. Jest jednak coś w tym, o czym wspomniałeś. Kiedy zakładam kask, to liczy się tylko tor, rywalizacja, walka. O wszystkich innych sprawach trzeba zapomnieć.

 

- Później jednak kask ściągasz i wracasz do codziennego życia. Co porabiasz poza żużlem?

 

- Uczę się w zawodu mechanika samochodowego. A hobby? Oprócz żużla i karate, to jeszcze motocross. Od jazdy na corssach rozpoczynałem moją przygodę z motorami.

 

- Przed kilkoma tygodniami rozwiązałeś kontrakt ze Spartą Wrocław. Dlaczego?

 

- Wrocławski klub nie okazywał mi zainteresowania. Myśląc o dalszej jeździe, musiałem coś zrobić. W końcu za porozumieniem stron rozwiązaliśmy umowę.

 

- W Opolu przygotowywałeś się do egzaminu na licencję „Ż”. Teraz jesteś zawodnikiem Stal-Met Kolejarza. Cieszysz się?

 

- Bardzo się cieszę. Tutaj czuję się jak w domu. Sportowo jestem bardziej związany z Opolem niż z Wrocławiem, gdzie zaczynałem żużlową przygodę.  Tutaj uczestniczyłem w licznych treningach, tutaj też zdałem egzamin na licencję.  

 

- Do maja jednak nie mogłeś startować w oficjalnych zawodach. Dlaczego?

 

- Przez zaniedbania wrocławskiego klubu.

 

- Czy odrobisz ten czas?

 

- Myślę, że tak. Chciałbym w tym sezonie zdobywać jak najwięcej punktów, jeździć skutecznie, widowiskowo. Cały czas uczestniczyłem w treningach. Szkoda zawodów, które przez te dwa miesiące mi uciekły, ale teraz będę się starał jeździć jak najwięcej i jak najlepiej.

 

- Życzę więc powodzenia.

 

ROZMAWIAŁ: MAREK BODUSZ
źródło: Tygodnik Żużlowy 2016.