Trwa ładowanie strony

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.

Towarzystwo sportowe
Kolejarz Opole

Hancock, Dudek, Vaculik, Łaguta wstępnie potwierdzili. Rozmowa z Grzegorzem Sawickim

Grzegorz Sawicki wyjaśnia, dlaczego TS Kolejarz zrezygnował z organizacji półfinału IMP, opowiada o tym, jak przeżywał porażki drużyny na początku sezonu i o tym, jakie nadzieje sprowokowało wysokie zwycięstwo z Naturalną Medycyną PSŻ Poznań. O zmianach w zarządzie, Tadeuszu Pokusie i Jerzym Droździe. A także o "Opolskiej Karolince".

 

- Jutro odbędzie się półfinał indywidualnych mistrzostw Polski, ale nie w Opolu a w Świętochłowicach…

 

- Główna Komisja Sportu Żużlowego zmieniła datę tego półfinału z 8 na 19 czerwca. Był to dla nas bardzo niedogodny termin. 15 i 17 czerwca mieliśmy zaplanowane spotkania ligowe w Opolu, a 18 wyjazd do Krosna. Wcześniej odbyły się trzy rundy młodzieżowych drużynowych mistrzostw Polski w Rawiczu, Zielonej Górze i Łodzi. Osoby funkcyjne były zaangażowane w te wszystkie spotkania. Nie zatrudniamy całego sztabu osób funkcyjnych, nie jesteśmy wielkim klubem. Nasza działalność opiera się w dużej mierze na wolontariuszach.Po prostu obawialiśmy się, że na kolejny turniej w tak krótkim czasie nie uda nam się zebrać kolejnej grupy pomocników  i wydarzenie tak dużej rangi nie wypali. Chcieliśmy ten półfinał zorganizować i chcieliśmy zarazem, by ta organizacja odpowiadała oczekiwaniom. Przy naszym, bardzo napiętym, grafiku mogło to jednak się nie udać. Szkoda, że Główna Komisja Sportu Żużlowego przekładając zawody na 19 czerwca, nie wzięła pod uwagę naszego terminarza i ustaliła datę, która była dla nas nie do przyjęcia.

 

- Nie będzie półfinału indywidualnych mistrzostw Polski w Opolu, ale będzie turniej Opolska Karolinka. Co może pan już powiedzieć o tej imprezie?

 

- Imprezę tę przygotowuje Piotr Żyto. Zawody będą przebiegać w formie trójmeczu. Wstępnie zgodzili się na udział Patryk Dudek, Greg Hancock, Martin Vaculik, Grigorij Łaguta. Szansę dostaną też najlepsi zawodnicy naszej tegorocznej drużyny. Chcielibyśmy, aby w turnieju wystąpił też Paweł Miesiąc, bo pamiętamy, jak widowiskowo jeździł po opolskim torze.

 

- Spodziewał się pan tego, że po 6 kolejkach opolska drużyna nie będzie miała na swoim koncie ani jednego punktu?

 

-  Tego chyba nikt się nie spodziewał. W planach mieliśmy play offy. Kontraktowaliśmy zawodników z potencjałem, którego jednak przez połowę sezonu nie wykorzystali. Teraz to się zaczyna zmieniać. Przyznać jednak trzeba, że widowiska z udziałem naszej drużyny były emocjonujące, wyniki były na styku. Brakowało tylko tych paru punktów do zwycięstw. Wiele czynników się na to złożyło. Nie tylko forma zawodników, ale też częste zmiany terminów i w konsekwencji długie przerwy między meczami. Organizacyjnie też popełniliśmy pewne błędy. Reagowaliśmy jednak na to, co nie funkcjonowało dobrze. Dlatego doszło do zmian w sztabie szkoleniowym. Najpierw zrezygnowaliśmy z Adama Giernalczyka, później Wojciech Załuski wrócił do szkolenia młodzieży. Drużynę przejął Piotr Żyto. Były rozmowy z zawodnikami, treningi w nieco innej formule niż na początku sezonu i powoli ta drużyna się docierała.

 

- No i mamy pierwsze ligowe zwycięstwo w starciu z PSŻ Poznań.

 

- Wydaje się, że końcu mamy zespół, w którym jeden za drugim stoi. Nie chcę oceniać pracy poprzedniego menadżera, ale niestety czas, kiedy prowadził on drużynę okazał się stracony. Brakowało wyników, ale też dobrej atmosfery. Była nieustanna nerwówka. Zawodnicy nie wiedzieli, czy pojadą w najbliższym meczu. Panował chaos. Ciągłe zmiany psuły klimat, a nie przynosiły pożądanych efektów sportowych. Teraz drużyna funkcjonuje zupełnie inaczej. Czy przełoży się na kolejne zwycięstwa, to się okaże. Sezon się jednak jeszcze nie skończył.

 

- Na stadionie mimo porażek wciąż jest około półtora tysiąca widzów…

 

- Wszystkim kibicom bardzo dziękuję za tę wiarę w drużynę i w opolski żużel. Mocno w to wierzę, że już niebawem do Opola przyjdą te lepsze czasy. Cały czas ten żużel się odbudowuje. Przede wszystkim przyszli sponsorzy i chcą oni zostać na kolejne lata.

 

- Cały czas dochodzi też do zmian w zarządzie. Najpierw odeszli Andrzej Hawryluk i Piotr Kumiec, później Dariusz Chwist. Dołączyli zaś Piotr Żyto i Lucjusz Bilik. To już jest skład optymalny?

 

- Tak mi się wydaje. Bardzo dobrze pracuje mi się w tym gronie. Wiceprezesi dobrze wykonują swoją pracę.

 

- Przed sezonem wspominał pan o możliwości współpracy z Tadeuszem Pokusą i ludźmi z jego otoczenia. Czy to temat wciąż aktualny?

 

- Jak najbardziej. Tadeusz Pokusa interesuje się żużlem, tym, co się dzieje w opolskim klubie. Jesteśmy w stałym kontakcie. Nie wykluczam współpracy zarówno z nim, jak i osobami z jego otoczenia, które również cały czas są przy żużlu.

 

- Na stadionie można było ostatnimi czasy spotkać także Jerzego Drozda. Przyszedł pooglądać widowisko, czy jego obecność nie była przypadkowa?

 

- Kiedy przejmowałem funkcję prezesa klubu, mówiłem o potrzebie otwarcia na różne środowiska i różnych ludzi, którzy chcą pomagać klubowi. Te słowa były adresowane zarówno do sponsorów, jak i do byłych działaczy.  Jerzy Drozd póki co przychodzi na mecze, rozmawia z zawodnikami. Jestem z nim oraz Zbigniewem Szulcem w kontakcie. Jeżeli chciałby pomóc klubowi, to jesteśmy otwarci także i na niego.

 

- Dziękuję za rozmowę.

 

ROZMAWIAŁ: MAREK BODUSZ